| Źródło: Gniazdo Piratów |
Kiedy będąc paroletnim brzdącem wsłuchiwałem się w piosenki wykonywane przez Stanisława Grzesiuka, Jaremę Stępowskiego czy Kapelę Czerniakowską, nie wiedziałem nawet że to folk. Nic nie wskazywało na to, żebym miał mieć z taką muzyką wiele wspólnego, choć przyznaję, pośpiewać warsiawskie piosenki zawsze sobie lubiłem. Dzisiaj po taki repertuar wprawdzie nie sięgam, ale posłuchać wciąż lubię, zwłaszcza jeżeli wykonany jest z pomysłem i muzycy nie koncentrują się jedynie na nawiązaniu do dawnego brzmienia.
Innowacją w warszawskim folku na pewno była Szwagierkolaska. Skonstruowany według projektu zrealizowanego przed laty przez The Pogues zespół Muńka Staszczyka i Andrzeja Zeńczewskiego pokazał, że o stołecznych piosenkach można pomyśleć nieco inaczej. Później było już więcej takiego kombinowanego grania. Wspomnieć to wato zarówno płyty udane (jak pierwszy City Boy Staszka Wielanka) jak i mniej ciekawe (Projekt Warszawiak).
Tymczasem okazuje się że oprócz wymyślnych konceptów wciąż jest jeszcze miejsce na proste, ale dotknięte mocno autorskim piętnem granie. Takie, jakie proponuje formacja Menele, której płytę zrecenzowałem dla portalu Folkowa.Art.Pl.
