W związku z wietrzeniem półek, pozbywam się kilku folkowych płyt. Czasem są to dublety, innym razem albumy, do których pewnie nie będę za często wracał, a mam je np. w streamingu. Poniżej wrzucam okładki, dwa słowa o wykonawcy i utwór z płyty na YouTube. Jakby ktoś chciał kupić, jest też linka do mojego Allegro.
Rivenbell "Landmarks"
Rivenbell to szwajcarska grupa, która wykonuje współczesne utwory, zarówno własne, jak i innych wykonawców. Ozdobą płyty są zagrane na folkowo covery Sinead O'Connor i Joan Osborne.
Celtycki folk-rock ze Słowenii. Prawdziwy rarytas dla miłośników takich ciekawostek. Obok irlandzkich i szkockich pieśni i melodii znalazło się tu miejsce również dla lokalnych smaczków.
Celtycki folk ze Słowenii. Prawdziwy rarytas dla miłośników takich ciekawostek. Obok irlandzkich i szkockich pieśni i melodii znalazło się tu miejsce również dla lokalnych smaczków.
Songs for Ceilidh łączy irlandzkie, szkockie i kanadyjskie morskie wpływy celtyckie z amerykańskimi korzeniami i akustycznym popem/rockiem. Ich oryginalna muzyka zawiera inspirowane tradycją melodie celtyckie i współczesne narracje, z naciskiem na żywe, optymistyczne rytmy.
Niemiecki duet Planxties & Airs poświęcił się tradycyjnej muzyce z Irlandii z jej taneczną radością i melancholijnym rozmarzeniem, sięgając także po utwory z Anglii i Szkocji, wspinając się też własnymi melodiami. Whistle i low whistle, mocno zakorzenione w muzyce irlandzkiej, spotykają się tu z "królową instrumentów", jak często nazywa się kościelne organy. Tworzy to niezwykłe i niepowtarzalne brzmienie.
Od premiery tej książki upłynęło już trochę wody w Wiśle, ale trzeba przyznać, że przy tego typu literaturze czas właściwie nie gra roli. Może się zmienić otoczenie, technologia, nawet trochę język — ale ludzie odruchy w sytuacjach ekstremalnych z reguły się nie zmieniają. Zazwyczaj są po prostu głupie. I o tym opowiada nam tego typu literatura.
Guy
N. Smith, to człowiek którego nazwisko widniało na połowie
horrorów wydawanych w Polsce we wczesnych latach 90-tych. To właśnie
jemu zawdzięczamy cykliczne opowieści o krabach-mordercach,
tajemniczych bagnach i kościelnych dzwonach zabijających ludzi.
Mocna, często przesadnie pulpowa proza, sprawiła że krytyka
literacka postanowiła go zniszczyć. Nawet branżowe czasopisma
fantastyczne dawały kolejnym powieściom Smitha najniższe możliwe
oceny. Krytykowano niemal wszystko co napisał.
Poniższy
wywiad został przeprowadzony przeze mnie dla "Carpe Noctem", co
warto mieć na uwadze gdy mowa o datach. Tekst wyleciał gdzieś w trakcie serwerowych wojaży i raczej nie ma sensu ponownie go tam zamieszczać. Dziś, na fali ponownej
fascynacji tanim, radosnym horrorem spod znaku Guya, warto jednak przypomnieć sobie tą rozmowę w luźnej konwencji bloga, którego nikt nie czyta. Wszak aukcje internetowe wciąż
pełne są jego powieści, a polscy wydawcy sięgają po kolejne,
niewydane jeszcze dotąd książki tego autora.
Są takie miasta, które mi się podobają, a nawet znalazłoby się takie, w którym mieszkałem krótko, ale bywam w nim regularnie i jestem w nim zakochany. Ale to miłość, która nie ujmuje niczego mojej pierwszej miłości — miłości do Gdańska. Zapewne to zasługa ojca, który był działaczem opozycyjnym i również ogromnym miłośnikiem Grodu nad Motławą. Dziś, kiedy w mediach powtarza się wciąż echa słów Pawła Adamowicza: "Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie" - nie sposób uciec od odrobiny refleksji.
Już sam tytuł - „Ginekolodzy” - pokazuje, ze i tym razem będziemy mieli do czynienia z tematem niebanalnym, a niemal zupełnie nieobecnym w narracjach historycznych.