Może się to komuś wyda dziwne, że w
pierwszych zdaniach tego tekstu powołam się na jeden ze starych
skeczy Jana Pietrzaka, ale w czasach o których mowa był on sporym
autorytetem dla ludzi, którzy cenili sobie wolność.
Spadkobiercy OPZZ
Otóż w jednym z monologów Pietrzak
opisywał sposób działania OPZZ (Ogólnopolskie Porozumienie
Związków Zawodowych – wówczas reżimowa alternatywa dla
nielegalnej Solidarności), w sposób następujący: rząd zapowiada
gigantyczną podwyżkę cen – związek protestuje – rząd
redukuje planowaną podwyżkę (do wcześnie założonej wielkości).
W monologu Pietrzak nazwał ten manewr „obniżona podwyżka czyli
obniżka”.
Taką właśnie obniżkę chce nam w
ostatnich tygodniach wcisnąć obóz rządzący przy wtórze niczego
nie rozumiejących (jak zwykle) parlamentarzystów z klubu Kukiz'15.
Nie wiem czy to kwestia doświadczeń zanurzonego w PRL Stanisława
Piotrowicza, dziś jednego z ideologów PiS, niegdyś członka PZPR,
czy też raczej przykład chichotu historii. Jednak warto się tej
sprawie przyjrzeć bliżej.
Projekty obywatelskie
Nie chcę być złośliwy i rozwodzić
się nad tym, że PiS obiecywał, że żadnego obywatelskiego
projektu nie odrzuci w pierwszym czytaniu. Projekt przygotowany przez
komitet „Ratujmy Kobiety” był tak liberalny, że w polskich
warunkach nijak nie dałoby się go przepchnąć przez parlament.
Jaki był zatem powód jego złożenia? To oczywiste, chodziło o to,
że dzięki temu pojawiła się okazja do tego, by głośno
powiedzieć o problemach, jakie mają polskie kobiety, a które są
obce większości Europejek.
Projekt komitetu „Stop Aborcji”,
zakładający delegalizację istniejących obecnie możliwości
przeprowadzania tego rodzaju zabiegów, przynajmniej w teorii
odpowiada planom PiS. Dlatego też większość parlamentarna musiała
do poprzeć. Czy jednak naprawdę jest to na rękę partii rządzącej?
I tak i nie.
Niedźwiedzia przysługa
Parlamentarzyści PiS zdają sobie
sprawę, że nie wszyscy ich zwolennicy są za zaostrzeniem przepisów
aborcyjnych. Chociaż w kampanii wyborczej ten temat się pojawiał,
to jednak nie znaczy jeszcze że partia miała zamiar rzeczywiście
rozprawić się z obowiązującym obecnie prawem. Gdyby PiS był
pewien że społeczeństwo poprze taką zmianę, zdecydowałby się
na rozpisanie w tej sprawie referendum.
Odrzucenie projektu wspieranego przez
komitet „Stop Aborcji” było niemożliwe, ponieważ w ten sposób
parlamentarzyści PiS naraziliby się środowiskom, które mylni
określa się jako ultrakatolickie. Mylnie, ponieważ polski
katolicyzm ma obecnie tyle wspólnego z rzymskim, co krzesło z
krzesłem elektrycznym. Niby jest pewne podobieństwo, ale w momencie
gdy papież Franciszek chce odpuszczać grzechy, w Polsce mamy do
czynienia z krokiem w tył.
O tym, że projekt zaostrzenia ustawy
nie jest na rękę partii rządzącej, wspominają również
publicyści, komentujący bieżące wydarzenia. Zdaniem wielu z nich
projekt ten utkwi w komisji sejmowej. To bardzo prawdopodobne,
zwłaszcza że podobno PiS ma już sposób na wybrnięcie z kryzysu
aborcyjnego.
Tajemniczy projekt
Jak wiadomo trwają już prace nad
autorskim projektem ustawy aborcyjnej, sygnowanym przez senatorów
PiS. Biorąc pod uwagę, że pierwszy raz usłyszeliśmy o nim trzy
dni temu, a już w przyszłym tygodniu ma on być ogłoszony, będzie
to zapewne kolejny bubel prawny, a jakich słynie rządząca w
wiecznym pośpiechu większość.
Ale do rzeczy. Marszałek Senatu
Stanisław Karczewski w wypowiedzi dla portalu Onet.pl uchylił rąbka
tajemnicy i powiedział że nowy projekt prawdopodobnie również
będzie dotyczył zaostrzenia obowiązującej ustawy, ale z
wyłączeniem kwestii gwałtu i zagrożenia życia i zdrowia matki.
Oznaczałoby to, że pod nóż ustawodawcy pójdą sprawy związane
ze zdrowiem nienarodzonego dziecka. Będzie to oznaczało, że jeżeli
nie będzie zagrożenia dla zdrowia matki, będzie ona musiała
urodzić dziecko, nawet jeżeli nie będzie ono w stanie przeżyć
poza jej ciałem nawet minuty.
Projekt PiS – jakikolwiek by nie był
– będzie wystarczającym pretekstem do przerwania prac nad
projektem obywatelskim. W ten sposób partia rządząca będzie mogła
powiedzieć, że po wysłuchaniu głosu opozycji, uwzględniła
kontrowersje, jakie wykazano w projekcie komitetu „Stop Aborcji”.
Stworzono więc „nowy kompromis” - taką „obniżoną podwyżkę”.
Rafał Chojnacki

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz