poniedziałek, 3 października 2016

Obniżona podwyżka czyli zamieszanie wokół ustawy antyaborcyjnej

Może się to komuś wyda dziwne, że w pierwszych zdaniach tego tekstu powołam się na jeden ze starych skeczy Jana Pietrzaka, ale w czasach o których mowa był on sporym autorytetem dla ludzi, którzy cenili sobie wolność.

Spadkobiercy OPZZ
Otóż w jednym z monologów Pietrzak opisywał sposób działania OPZZ (Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych – wówczas reżimowa alternatywa dla nielegalnej Solidarności), w sposób następujący: rząd zapowiada gigantyczną podwyżkę cen – związek protestuje – rząd redukuje planowaną podwyżkę (do wcześnie założonej wielkości). W monologu Pietrzak nazwał ten manewr „obniżona podwyżka czyli obniżka”.
Taką właśnie obniżkę chce nam w ostatnich tygodniach wcisnąć obóz rządzący przy wtórze niczego nie rozumiejących (jak zwykle) parlamentarzystów z klubu Kukiz'15. Nie wiem czy to kwestia doświadczeń zanurzonego w PRL Stanisława Piotrowicza, dziś jednego z ideologów PiS, niegdyś członka PZPR, czy też raczej przykład chichotu historii. Jednak warto się tej sprawie przyjrzeć bliżej.

Projekty obywatelskie
Nie chcę być złośliwy i rozwodzić się nad tym, że PiS obiecywał, że żadnego obywatelskiego projektu nie odrzuci w pierwszym czytaniu. Projekt przygotowany przez komitet „Ratujmy Kobiety” był tak liberalny, że w polskich warunkach nijak nie dałoby się go przepchnąć przez parlament. Jaki był zatem powód jego złożenia? To oczywiste, chodziło o to, że dzięki temu pojawiła się okazja do tego, by głośno powiedzieć o problemach, jakie mają polskie kobiety, a które są obce większości Europejek.
Projekt komitetu „Stop Aborcji”, zakładający delegalizację istniejących obecnie możliwości przeprowadzania tego rodzaju zabiegów, przynajmniej w teorii odpowiada planom PiS. Dlatego też większość parlamentarna musiała do poprzeć. Czy jednak naprawdę jest to na rękę partii rządzącej? I tak i nie.

Niedźwiedzia przysługa
Parlamentarzyści PiS zdają sobie sprawę, że nie wszyscy ich zwolennicy są za zaostrzeniem przepisów aborcyjnych. Chociaż w kampanii wyborczej ten temat się pojawiał, to jednak nie znaczy jeszcze że partia miała zamiar rzeczywiście rozprawić się z obowiązującym obecnie prawem. Gdyby PiS był pewien że społeczeństwo poprze taką zmianę, zdecydowałby się na rozpisanie w tej sprawie referendum.
Odrzucenie projektu wspieranego przez komitet „Stop Aborcji” było niemożliwe, ponieważ w ten sposób parlamentarzyści PiS naraziliby się środowiskom, które mylni określa się jako ultrakatolickie. Mylnie, ponieważ polski katolicyzm ma obecnie tyle wspólnego z rzymskim, co krzesło z krzesłem elektrycznym. Niby jest pewne podobieństwo, ale w momencie gdy papież Franciszek chce odpuszczać grzechy, w Polsce mamy do czynienia z krokiem w tył.
O tym, że projekt zaostrzenia ustawy nie jest na rękę partii rządzącej, wspominają również publicyści, komentujący bieżące wydarzenia. Zdaniem wielu z nich projekt ten utkwi w komisji sejmowej. To bardzo prawdopodobne, zwłaszcza że podobno PiS ma już sposób na wybrnięcie z kryzysu aborcyjnego.

Tajemniczy projekt
Jak wiadomo trwają już prace nad autorskim projektem ustawy aborcyjnej, sygnowanym przez senatorów PiS. Biorąc pod uwagę, że pierwszy raz usłyszeliśmy o nim trzy dni temu, a już w przyszłym tygodniu ma on być ogłoszony, będzie to zapewne kolejny bubel prawny, a jakich słynie rządząca w wiecznym pośpiechu większość.
Ale do rzeczy. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski w wypowiedzi dla portalu Onet.pl uchylił rąbka tajemnicy i powiedział że nowy projekt prawdopodobnie również będzie dotyczył zaostrzenia obowiązującej ustawy, ale z wyłączeniem kwestii gwałtu i zagrożenia życia i zdrowia matki. Oznaczałoby to, że pod nóż ustawodawcy pójdą sprawy związane ze zdrowiem nienarodzonego dziecka. Będzie to oznaczało, że jeżeli nie będzie zagrożenia dla zdrowia matki, będzie ona musiała urodzić dziecko, nawet jeżeli nie będzie ono w stanie przeżyć poza jej ciałem nawet minuty.
Projekt PiS – jakikolwiek by nie był – będzie wystarczającym pretekstem do przerwania prac nad projektem obywatelskim. W ten sposób partia rządząca będzie mogła powiedzieć, że po wysłuchaniu głosu opozycji, uwzględniła kontrowersje, jakie wykazano w projekcie komitetu „Stop Aborcji”. Stworzono więc „nowy kompromis” - taką „obniżoną podwyżkę”.

Rafał Chojnacki 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz