piątek, 1 grudnia 2017

Sabaton - Carolus Rex - recenzja

Sabaton "Carolus Rex" - Limited Edition, Nuclear Blast 2012

Od czasu opublikowania płyty "Carolus Rex" grupy Sabaton minęło już kilka lat. Jednak wciąż znajduję na niej utwory, do których lubię wracać. Moim zdaniem to najlepszy album szwedzkich heavymetalowców z Falun. Oczywiście w wersji śpiewanej w języku szwedzkim.



Ta płyta Sabatona nie przynosi już utworów odnoszących się bezpośrednio do historii naszego kraju. To koncept album, opowiadający o czasach największej świetności Królestwa Szwecji.

Bohaterem tytułowej piosenki jest Karol XII, władca, którego wojska odniosły najwięcej zwycięstw podczas III wojny północnej. Jej epizod znamy jako „potop szwedzki”. Na szczęście tym razem w tekstach nie pojawiają się polskie akcenty. Grupa mogłaby się narazić fanom znad Wisły.

Pod względem muzycznym Sabaton nie jest w stanie niczym zaskoczyć. Umiarkowanie szybkie, bardzo patetyczne granie w stylu heavy i speed metal – to ich wizytówka. Trudno spodziewać się, by pod tym względem wiele się zmieniło. Niekiedy nawet (jak w balladzie „Carolean's Prayer” czy w piosence „Gott Mit Uns”) połykają własny ogon, kopiując pomysły ze starych utworów. W praktyce ocena tej płyty sprawdza się więc do stwierdzenia: fani będą zachwyceni, ale raczej nie zyskają nowych słuchaczy.

Jedyną nowinką, która sprawia, że to album warty uwagi, jest dwupłytowa limitowana edycja. Zawiera ona, oprócz standardowej anglojęzycznej wersji albumu, również płytę z oryginalnymi szwedzkimi wersjami wszystkich piosenek. Aranżacje są takie same, ale egzotycznie brzmiący dla nas język sprawia, że schematyczność grania schodzi na drugi plan. Zyskują na tym zwłaszcza dynamiczne utwory, takie jak „Lejonet från Norden” („The Lion from the North”), „Poltava” i tytułowy „Carolus Rex”. Po przesłuchaniu drugiego krążka można dojść do wniosku, że zespół zrobił błąd nie wydając jedynie wersji w ojczystym języku.

Limitowana edycja zawiera jeszcze smaczek w postaci trzech coverów, są to: „In the Army Now” (Status Quo), „Feuer Frei!” (Rammstein) i „Twilight Of The Thunder God” (Amon Amarth). Dwa ostatnie utwory zdecydowanie się wyróżniają, tyle tylko, że zupełnie nie pasują do klimatu płyty.

Rafał Chojnacki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz