![]() |
| Sabaton "Carolus Rex" - Limited Edition, Nuclear Blast 2012 |
Od czasu opublikowania płyty "Carolus Rex" grupy Sabaton minęło już kilka lat. Jednak wciąż znajduję na niej utwory, do których lubię wracać. Moim zdaniem to najlepszy album szwedzkich heavymetalowców z Falun. Oczywiście w wersji śpiewanej w języku szwedzkim.
Ta płyta Sabatona nie przynosi już utworów odnoszących się bezpośrednio do
historii naszego kraju. To koncept album, opowiadający o czasach największej świetności Królestwa
Szwecji.
Bohaterem
tytułowej piosenki jest Karol XII, władca, którego wojska odniosły
najwięcej zwycięstw podczas III wojny północnej. Jej epizod znamy
jako „potop szwedzki”. Na szczęście tym razem w tekstach nie
pojawiają się polskie akcenty. Grupa mogłaby się narazić fanom
znad Wisły.
Pod
względem muzycznym Sabaton nie jest w stanie niczym zaskoczyć.
Umiarkowanie szybkie, bardzo patetyczne granie w stylu heavy i speed
metal – to ich wizytówka. Trudno spodziewać się, by pod tym
względem wiele się zmieniło. Niekiedy nawet
(jak w balladzie „Carolean's Prayer” czy w piosence „Gott Mit
Uns”) połykają
własny ogon, kopiując pomysły ze starych utworów. W praktyce
ocena tej płyty sprawdza się więc do stwierdzenia: fani będą
zachwyceni, ale raczej nie zyskają nowych słuchaczy.
Jedyną
nowinką, która sprawia, że to album warty uwagi, jest dwupłytowa
limitowana edycja. Zawiera ona, oprócz standardowej anglojęzycznej
wersji albumu, również płytę z oryginalnymi szwedzkimi wersjami
wszystkich piosenek. Aranżacje są takie same, ale egzotycznie
brzmiący dla nas język sprawia, że schematyczność grania schodzi
na drugi plan. Zyskują na tym zwłaszcza dynamiczne utwory, takie
jak „Lejonet från Norden” („The Lion from the North”),
„Poltava” i tytułowy „Carolus Rex”. Po przesłuchaniu
drugiego krążka można dojść do wniosku, że zespół zrobił
błąd nie wydając jedynie wersji w ojczystym języku.
Limitowana
edycja zawiera jeszcze smaczek w postaci trzech coverów, są to: „In
the Army Now” (Status Quo), „Feuer Frei!” (Rammstein) i
„Twilight Of The Thunder God” (Amon Amarth). Dwa ostatnie utwory
zdecydowanie się wyróżniają, tyle tylko, że zupełnie nie pasują
do klimatu płyty.
Rafał
Chojnacki

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz