Zawsze szanowałem Iron Maiden za to,
że potrafią iść do przodu i rozwijać się, będąc jednocześnie
sobą. Ich styl jest rozpoznawalny, ale brzmienie ewoluuje. Dla mnie
to zespół, który nierozerwalnie związany jest z osobą Bruce'a
Dickinsona. Tak, wiem że nie był ich jedynym wokalistą, nie był
nawet pierwszym. Jednak żaden inny głos nie pasuje do ich
kompozycji tak dobrze. Ciesze się więc, że zespół nadal trwa na
posterunku, a panicz Bruce wciąż jest na pokładzie.
Dlaczego "panicz Bruce"?
Przede wszystkim dlatego, że wbrew opinii rockowego zawadiaki Bruce
Dickinson to całkiem nieźle wychowany i solidnie wykształcony
przedstawiciel brytyjskiej klasy średniej. Podejrzewam że jego
obecne zarobki plasują go dość wysoko w rankingu muzyków
urodzonych na Wyspach. Iron Maiden to dobrze naoliwiona maszyna,
która ma szansę działać jeszcze przez wiele lat. Druga sprawa, to
jego własna twórczość literacka, która zaczyna się o powieści
o podobnym tytule.
O literackim talencie Dickinsona
mogliśmy się przekonać, kiedy ukazały się w Polsce "Przygody
Lorda Ślizgacza". Ta rubaszna, humorystyczno-erotyczna powieść
przygodowa sprawiła, że zmienił się sposób patrzenia na
Dickinsona, również jako autora tekstów. Choć i w jego
wcześniejszych utworach nie brakowało ironii, "Przygody..."
otwierały oczy wszystkim tym, który dotąd nie wiedzieli gdzie jej
szukać. W tym kontekście powinniśmy rozpatrywać również
autobiografię Dickinsona, zatytułowaną "Do czego służy ten
przycisk".
Mimo chronologicznego układu
przedstawionych w książce faktów, niewiele ma ona wspólnego z
typową biografią. Więcej tu dykteryjek i rozważań, jakie autor
snuje z dzisiejszej perspektywy, wspominając bujne życie, niż
rzeczywistych, sensacyjnych wiadomości na temat historii jednej z
największych grup metalowych świta. Pod tym względem książka
nieco rozczarowuje.
Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że artyści
lubią wywlekać różne wstydliwe fakty z życia kolegów. Natomiast
Dickinson jest do bólu lojalny. Nie tylko wobec członków Iron
Maiden, ale również wobec menedżera, a przede wszystkim wobec
rodziny. Znalezienie w książce czegokolwiek o którejś z jego
dwóch żon lub o trójce jego dzieci, graniczy z cudem.
Co zatem zostaje? Cudowne opowieści
faceta, który zwiedził cały świat, spełnił się jako rockowy
krzykacz, który w momencie największego triumfu spakował manatki i
wrócił do grania w klubach, występując pod własnym nazwiskiem.
Poznajemy go też jako utalentowanego szermierza i zawodowego pilota.
Obecnie jest też biznesmenem, choć wbrew tytułowi swojej pierwszej
solowej płyty (Tattooed Millionaire, 1990), nigdy nie zrobił sobie
tatuażu. Momentami czyta się tą książkę jak świetny reportaż,
w innym momencie mamy do czynienia z obserwacjami antropologicznymi,
zwłaszcza kiedy autor portretuje od środka scen rockową.
Dla każdego fana Maidenów to pozycja
obowiązkowa. Ale mam wrażenie, że świetnie będą się tu bawić
również ci, którzy muzyki tej grupy nie znają, albo może nawet
znają, ale nie lubią.
Rafał Chojnacki
Bruce Dickinson, Do czego służy ten
przycisk?, Sine Qua Non, Kraków 2017.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz