poniedziałek, 8 stycznia 2018

Przygody panicza Bruce'a

 
Zawsze szanowałem Iron Maiden za to, że potrafią iść do przodu i rozwijać się, będąc jednocześnie sobą. Ich styl jest rozpoznawalny, ale brzmienie ewoluuje. Dla mnie to zespół, który nierozerwalnie związany jest z osobą Bruce'a Dickinsona. Tak, wiem że nie był ich jedynym wokalistą, nie był nawet pierwszym. Jednak żaden inny głos nie pasuje do ich kompozycji tak dobrze. Ciesze się więc, że zespół nadal trwa na posterunku, a panicz Bruce wciąż jest na pokładzie.

Dlaczego "panicz Bruce"? Przede wszystkim dlatego, że wbrew opinii rockowego zawadiaki Bruce Dickinson to całkiem nieźle wychowany i solidnie wykształcony przedstawiciel brytyjskiej klasy średniej. Podejrzewam że jego obecne zarobki plasują go dość wysoko w rankingu muzyków urodzonych na Wyspach. Iron Maiden to dobrze naoliwiona maszyna, która ma szansę działać jeszcze przez wiele lat. Druga sprawa, to jego własna twórczość literacka, która zaczyna się o powieści o podobnym tytule.

O literackim talencie Dickinsona mogliśmy się przekonać, kiedy ukazały się w Polsce "Przygody Lorda Ślizgacza". Ta rubaszna, humorystyczno-erotyczna powieść przygodowa sprawiła, że zmienił się sposób patrzenia na Dickinsona, również jako autora tekstów. Choć i w jego wcześniejszych utworach nie brakowało ironii, "Przygody..." otwierały oczy wszystkim tym, który dotąd nie wiedzieli gdzie jej szukać. W tym kontekście powinniśmy rozpatrywać również autobiografię Dickinsona, zatytułowaną "Do czego służy ten przycisk".

Mimo chronologicznego układu przedstawionych w książce faktów, niewiele ma ona wspólnego z typową biografią. Więcej tu dykteryjek i rozważań, jakie autor snuje z dzisiejszej perspektywy, wspominając bujne życie, niż rzeczywistych, sensacyjnych wiadomości na temat historii jednej z największych grup metalowych świta. Pod tym względem książka nieco rozczarowuje. 

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że artyści lubią wywlekać różne wstydliwe fakty z życia kolegów. Natomiast Dickinson jest do bólu lojalny. Nie tylko wobec członków Iron Maiden, ale również wobec menedżera, a przede wszystkim wobec rodziny. Znalezienie w książce czegokolwiek o którejś z jego dwóch żon lub o trójce jego dzieci, graniczy z cudem.

Co zatem zostaje? Cudowne opowieści faceta, który zwiedził cały świat, spełnił się jako rockowy krzykacz, który w momencie największego triumfu spakował manatki i wrócił do grania w klubach, występując pod własnym nazwiskiem. Poznajemy go też jako utalentowanego szermierza i zawodowego pilota. Obecnie jest też biznesmenem, choć wbrew tytułowi swojej pierwszej solowej płyty (Tattooed Millionaire, 1990), nigdy nie zrobił sobie tatuażu. Momentami czyta się tą książkę jak świetny reportaż, w innym momencie mamy do czynienia z obserwacjami antropologicznymi, zwłaszcza kiedy autor portretuje od środka scen rockową.

Dla każdego fana Maidenów to pozycja obowiązkowa. Ale mam wrażenie, że świetnie będą się tu bawić również ci, którzy muzyki tej grupy nie znają, albo może nawet znają, ale nie lubią.

Rafał Chojnacki
Bruce Dickinson, Do czego służy ten przycisk?, Sine Qua Non, Kraków 2017.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz