czwartek, 28 lutego 2019

Nie mam autorytetów – archiwalny wywiad z Guyem N. Smithem

Guy N. Smith, to człowiek którego nazwisko widniało na połowie horrorów wydawanych w Polsce we wczesnych latach 90-tych. To właśnie jemu zawdzięczamy cykliczne opowieści o krabach-mordercach, tajemniczych bagnach i kościelnych dzwonach zabijających ludzi. Mocna, często przesadnie pulpowa proza, sprawiła że krytyka literacka postanowiła go zniszczyć. Nawet branżowe czasopisma fantastyczne dawały kolejnym powieściom Smitha najniższe możliwe oceny. Krytykowano niemal wszystko co napisał.
Poniższy wywiad został przeprowadzony przeze mnie dla "Carpe Noctem", co warto mieć na uwadze gdy mowa o datach. Tekst wyleciał gdzieś w trakcie serwerowych wojaży i raczej nie ma sensu ponownie go tam zamieszczać. Dziś, na fali ponownej fascynacji tanim, radosnym horrorem spod znaku Guya, warto jednak przypomnieć sobie tą rozmowę w luźnej konwencji bloga, którego nikt nie czyta. Wszak aukcje internetowe wciąż pełne są jego powieści, a polscy wydawcy sięgają po kolejne, niewydane jeszcze dotąd książki tego autora.


Rafał Chojnacki: Czego boi się Guy N. Smith?

Guy N. Smith: Niczego szczególnego. Nie przepadam za dużymi wysokościami i nie lubię przebywać zbyt głęboko pod ziemią.

RC: Czy to, że mieszkasz w Walii ma jakiś wpływ na Twoją twórczość?

GNS: Tak. Akcja wielu moich książek rozgrywa się w tej okolicy. Można więc powiedzieć, że jest to wpływ mojego miejsca zamieszkania. Czasem po prostu oswajam się bardziej z jakimś miejscem i wtedy piszę właśnie o nim.

RC: Jak to się stało, że rzuciłeś posadę w bankowości i zostałeś pisarzem? Jak się wówczas czułeś?

GNS: To nie było trudne. Moja matka było powieściopisarką. To dzięki niej sięgnąłem po pióro. Pamiętam że byłem bardzo poddenerwowany, kiedy zaczynałem. Ale teraz, po trzydziestu jeden latach sądzę, że podjąłem właściwą decyzję.

RC: Podobno w Wielkiej Brytanii popularne są kursy pisarskie, czy byleś kiedyś na takim?

GNS: Poszedłem kiedyś na warsztaty twórczości pisarskiej, kiedy byłem w trzeciej klasie collage'u. Chciałem zobaczyć czy potrafię to robić.

RC: Czy jesteś obecnie zawodowym pisarzem?

GNS: Tak, pisanie to mój jedyny zawód.

RC: A jacy pisarze mieli na Ciebie największy wpływ, kiedy zaczynałeś swoją przygodę z horrorem?

GNS: Przede wszystkim R. Lionel Fanthorpe, który napisał wiele horrorów w latach pięćdziesiątych.

RC: Kto dziś jest dla Ciebie literackim autorytetem?

GNS: Nie mam autorytetów. Koncentruje się na mojej własnej pracy i moim własnym stylu.

RC: Jak wygląda Twoja praca nad nową książką?

GNS: To ciężka praca, spędzam nad nią siedem dni w tygodniu.

RC: Skąd czerpiesz inspiracje do swoich książek? Jak to było w przypadku tak popularnych cykli, jak „Kraby”, czy „Sabat”?

GNS: Znikąd. To po prostu moja wyobraźnia.

RC: Czy planowałeś od początku, że te cykle będą miały określoną ilość tomów? Czy jest może szansa na powrót tych tematów?

GNS: W obu przypadkach planowałem tylko po jednym tomie. Kiedy jednak zdobyły taką popularność, postanowiłem napisać kontynuacje.

RC: Były ksiądz, egzorcysta i komandos praktykujący magię, to nieomal Superman. Jak Twoi czytelnicy odbierają Marka Sabata?

GNS: Jest niesamowicie popularny.

RC: Twoje książki często są krytykowane za bezpośredniość, epatowanie przemocą i seksem. Jak odnosisz się do takich komentarzy?

GNS: Na początku może rzeczywiście było tak jak mówisz, krytykowano seks i przemoc. Ale dzisiejsze standardy są inne, myślę więc, że można teraz uznać moje książki za „oswojone”.

RC: Czy któreś z Twoich książek zdobyły jakieś nagrody?

GNS: Nie, nigdy nie interesowałem się nagrodami.

RC: Bohaterem powieści „Neofita” jest śpiewak folkowy. A jaka muzyka towarzyszy Ci przy pracy?

GNS: Lubię muzykę folk, podobnie jak granie w stylu country & western. Takiej właśnie muzyki słucham, kiedy piszę.

RC: Słyszałem, że jesteś też fajczarzem...

GNS: Tak. Jestem pewien, że palenie fajki pomaga mi w wymyślaniu kolejnych historii, to bardzo inspirujące.

RC: Jako Johnathan Guy piszesz też książki dla dzieci. Czy to satysfakcjonująca praca?

GNS: Pisanie dla dzieci zawsze sprawia mi olbrzymią satysfakcję.

RC: Uprawiałeś też inne gatunki, pisałeś westerny, historie przygodowe i thrillery. Czy horror jest dla Ciebie najważniejszy?

GNS: Próbowałem rzeczywiście różnych gatunków, ale to właśnie horrory mojego autorstwa zdobyły największą popularność.

RC: Na początku lat 90-tych polski rynek został nieomal zalany Twoimi powieściami. Czy wiesz jak to się stało, że polskie wydawnictwo sięgnęło właśnie po Twoją twórczość?

GNS: Tak, począwszy od 1991 roku byłem w Polsce świetnie sprzedającym się pisarzem horrorów. Wydawnictwo Phantom Press opublikowało około dwudziestu pięciu książek mojego autorstwa. Sprzedano ponad sto tysięcy egzemplarzy każdej z nich! Gdzie oni dzisiaj są? Przepadli. A szkoda, bo mam jeszcze wiele powieści do zaoferowania.

RC: Czy miałeś wówczas jakieś sygnały od polskich czytelników?

GNS: Wciąż dostaję od nich wiadomości, zarówno listy, jak i e-maile z Polski.

RC: A co ostatnio napisałeś?

GNS: Moja ostatnia powieść, zatytułowana "Blackout", została niedawno wydana przez Severn House. Za jakiś czas będzie też dostępna w Ameryce.

RC: Czy masz jakieś rady dla młodych ludzi, którzy pytają: Jak napisać dobry horror?

GNS: Przede wszystkim trzeba czytać powieści grozy z górnej półki. No i należy mieć kilka dobrych pomysłów i postaci.

RC: Jakie są Twoje najbliższe plany literackie?

GNS: Nie robię planów, piszę książki na bieżąco. Mam też w tej chwili sześć powieści, które nie doczekały się publikacji.


W dalszej części rozmowy Guy stał się nieco bardziej rozmowny, ale trudno wychwycić z jego wypowiedzi konkretne informacje. Wspomniał jednak, że polskie wydawnictwo Phantom Press wydało w 1992 roku jego powieść „Las” w języku rosyjskim, a obecnie szykowane jest wydanie za naszą wschodnią granicą kilku jego książek. Pytał też między innymi o polskie wydawnictwa interesujące się literaturą grozy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz