Guy
N. Smith, to człowiek którego nazwisko widniało na połowie
horrorów wydawanych w Polsce we wczesnych latach 90-tych. To właśnie
jemu zawdzięczamy cykliczne opowieści o krabach-mordercach,
tajemniczych bagnach i kościelnych dzwonach zabijających ludzi.
Mocna, często przesadnie pulpowa proza, sprawiła że krytyka
literacka postanowiła go zniszczyć. Nawet branżowe czasopisma
fantastyczne dawały kolejnym powieściom Smitha najniższe możliwe
oceny. Krytykowano niemal wszystko co napisał.
Poniższy
wywiad został przeprowadzony przeze mnie dla "Carpe Noctem", co
warto mieć na uwadze gdy mowa o datach. Tekst wyleciał gdzieś w trakcie serwerowych wojaży i raczej nie ma sensu ponownie go tam zamieszczać. Dziś, na fali ponownej
fascynacji tanim, radosnym horrorem spod znaku Guya, warto jednak przypomnieć sobie tą rozmowę w luźnej konwencji bloga, którego nikt nie czyta. Wszak aukcje internetowe wciąż
pełne są jego powieści, a polscy wydawcy sięgają po kolejne,
niewydane jeszcze dotąd książki tego autora.
Rafał
Chojnacki: Czego boi się Guy N. Smith?
Guy N. Smith: Niczego szczególnego.
Nie przepadam za dużymi wysokościami i nie lubię przebywać zbyt
głęboko pod ziemią.
RC:
Czy to, że mieszkasz w Walii ma jakiś wpływ na Twoją twórczość?
GNS: Tak. Akcja wielu moich książek
rozgrywa się w tej okolicy. Można więc powiedzieć, że jest to
wpływ mojego miejsca zamieszkania. Czasem po prostu oswajam się
bardziej z jakimś miejscem i wtedy piszę właśnie o nim.
RC:
Jak to się stało, że rzuciłeś posadę w bankowości i zostałeś
pisarzem? Jak się wówczas czułeś?
GNS: To nie było trudne. Moja matka
było powieściopisarką. To dzięki niej sięgnąłem po pióro.
Pamiętam że byłem bardzo poddenerwowany, kiedy zaczynałem. Ale
teraz, po trzydziestu jeden latach sądzę, że podjąłem właściwą
decyzję.
RC:
Podobno w Wielkiej Brytanii popularne są kursy pisarskie, czy byleś
kiedyś na takim?
GNS: Poszedłem kiedyś na warsztaty
twórczości pisarskiej, kiedy byłem w trzeciej klasie collage'u.
Chciałem zobaczyć czy potrafię to robić.
RC:
Czy jesteś obecnie zawodowym pisarzem?
GNS: Tak, pisanie to mój jedyny zawód.
RC:
A jacy pisarze mieli na Ciebie największy wpływ, kiedy zaczynałeś
swoją przygodę z horrorem?
GNS: Przede wszystkim R. Lionel
Fanthorpe, który napisał wiele horrorów w latach pięćdziesiątych.
RC:
Kto dziś jest dla Ciebie literackim autorytetem?
GNS: Nie mam autorytetów. Koncentruje
się na mojej własnej pracy i moim własnym stylu.
RC:
Jak wygląda Twoja praca nad nową książką?
GNS: To ciężka praca, spędzam nad
nią siedem dni w tygodniu.
RC:
Skąd czerpiesz inspiracje do swoich książek? Jak to było w
przypadku tak popularnych cykli, jak „Kraby”, czy „Sabat”?
GNS: Znikąd. To po prostu moja
wyobraźnia.
RC:
Czy planowałeś od początku, że te cykle będą miały określoną
ilość tomów? Czy jest może szansa na powrót tych tematów?
GNS: W obu przypadkach planowałem
tylko po jednym tomie. Kiedy jednak zdobyły taką popularność,
postanowiłem napisać kontynuacje.
RC:
Były ksiądz, egzorcysta i komandos praktykujący magię, to nieomal
Superman. Jak Twoi czytelnicy odbierają Marka Sabata?
GNS: Jest niesamowicie popularny.
RC:
Twoje książki często są krytykowane za bezpośredniość,
epatowanie przemocą i seksem. Jak odnosisz się do takich
komentarzy?
GNS: Na początku może rzeczywiście
było tak jak mówisz, krytykowano seks i przemoc. Ale dzisiejsze
standardy są inne, myślę więc, że można teraz uznać moje
książki za „oswojone”.
RC:
Czy któreś z Twoich książek zdobyły jakieś nagrody?
GNS: Nie, nigdy nie interesowałem się
nagrodami.
RC:
Bohaterem powieści „Neofita” jest śpiewak folkowy. A jaka
muzyka towarzyszy Ci przy pracy?
GNS: Lubię muzykę folk, podobnie jak
granie w stylu country & western. Takiej właśnie muzyki
słucham, kiedy piszę.
RC:
Słyszałem, że jesteś też fajczarzem...
GNS: Tak. Jestem pewien, że palenie
fajki pomaga mi w wymyślaniu kolejnych historii, to bardzo
inspirujące.
RC:
Jako Johnathan Guy piszesz też książki dla dzieci. Czy to
satysfakcjonująca praca?
GNS: Pisanie dla dzieci zawsze sprawia
mi olbrzymią satysfakcję.
RC:
Uprawiałeś też inne gatunki, pisałeś westerny, historie
przygodowe i thrillery. Czy horror jest dla Ciebie najważniejszy?
GNS: Próbowałem rzeczywiście różnych
gatunków, ale to właśnie horrory mojego autorstwa zdobyły
największą popularność.
RC:
Na początku lat 90-tych polski rynek został nieomal zalany Twoimi
powieściami. Czy wiesz jak to się stało, że polskie wydawnictwo
sięgnęło właśnie po Twoją twórczość?
GNS: Tak, począwszy od 1991 roku byłem
w Polsce świetnie sprzedającym się pisarzem horrorów. Wydawnictwo
Phantom Press opublikowało około dwudziestu pięciu książek
mojego autorstwa. Sprzedano ponad sto tysięcy egzemplarzy każdej z
nich! Gdzie oni dzisiaj są? Przepadli. A szkoda, bo mam jeszcze
wiele powieści do zaoferowania.
RC:
Czy miałeś wówczas jakieś sygnały od polskich czytelników?
GNS: Wciąż dostaję od nich
wiadomości, zarówno listy, jak i e-maile z Polski.
RC:
A co ostatnio napisałeś?
GNS: Moja ostatnia powieść,
zatytułowana "Blackout", została niedawno wydana przez
Severn House. Za jakiś czas będzie też dostępna w Ameryce.
RC:
Czy masz jakieś rady dla młodych ludzi, którzy pytają: Jak
napisać dobry horror?
GNS: Przede wszystkim trzeba czytać
powieści grozy z górnej półki. No i należy mieć kilka dobrych
pomysłów i postaci.
RC:
Jakie są Twoje najbliższe plany literackie?
GNS: Nie robię planów, piszę książki
na bieżąco. Mam też w tej chwili sześć powieści, które nie
doczekały się publikacji.
W
dalszej części rozmowy Guy stał się nieco bardziej rozmowny, ale
trudno wychwycić z jego wypowiedzi konkretne informacje. Wspomniał
jednak, że polskie wydawnictwo Phantom Press wydało w 1992 roku
jego powieść „Las” w języku rosyjskim, a obecnie szykowane
jest wydanie za naszą wschodnią granicą kilku jego książek.
Pytał też między innymi o polskie wydawnictwa interesujące się
literaturą grozy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz