Od premiery tej książki upłynęło już trochę wody w Wiśle, ale trzeba przyznać, że przy tego typu literaturze czas właściwie nie gra roli. Może się zmienić otoczenie, technologia, nawet trochę język — ale ludzie odruchy w sytuacjach ekstremalnych z reguły się nie zmieniają. Zazwyczaj są po prostu głupie. I o tym opowiada nam tego typu literatura.
Bohaterowie kultowych horrorów z reguły są jako blondynka, uciekająca po schodach w górę przed uzbrojonym napastnikiem. Choć wydawałoby się, że kultowy dekonstrukcyjny slasher "Krzyk" Wesa Cravena właściwie wszystko już na ten temat powiedział, okazuje się, że świadomość reguł rządzących tym gatunkiem, w niczym nie przeszkadza odbiorcy.
"Wataha" to animal horror. Oznacza to, że zamiast mordercy biegającego za ofiarami, mamy jakieś zwierzę lub zwierzęta. Zasady działania i urok płynący z animal horroru, najlepiej opisuje klasyk tego gatunku, Guy N. Smith, w eseju, stanowiącym wstęp do tej książeczki (ze względu na objętość trudno ten tomik nazwać książką). Powinna zatem rozważania nad tym, co przyjemnego może przynieść nam lekturę "Watahy", skupmy się raczej na treści.
Wkurzony dzik, po tym, jak widzi bezmyślność śmierć lochy z małymi, postanawia się zemścić. W jego umyśle powoli rodzi się plan, którego realizacja ma przynieść śmierć nie tylko durnym gówniarzom, bawiącym się myśliwych, również innym przedstawicielom ich gatunku. Matka Natura najwyraźniej daje zwierzęciu najpotężniejsza broń — inteligencję. Dzik szybko staje na czele watahy, która zaczyna mordować ludzi okolicznych lasach i wioska. Do charyzmatycznego lidera przyłączają się kolejne sztuki. Wreszcie liczące już kilkadziesiąt osobników stado, jest w stanie zaatakować duże skupisko ludzi. Przewrotna natura autora postawiła na drodze dzików pielgrzymkę do sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej. To znaczy... niby policja z jakimiś specjalsami szykuje się właśnie na dziki, ale czy zdąży....
Siwiec nie daje nam wytchnienia. W tej powieści jest akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Horrorowa jazda bez trzymanki. Może przydałoby się jeszcze trochę rozbudować fabułę. Tak, żeby było nieco więcej wątków pobocznych. Ale to i tak lepiej niż udającej powieść nowelce "Pełzająca śmierć", o której też chyba za jakiś czas napiszę.
"Watahy" nie da się ocenić, bo to literatura świadomie romansująca z kiczem. Romansująca? Nie... to nie ma nic wspólnego z romansem. "Wataha" uprawia dziki seks z kiczem. I jest w tym obrzydliwie dobra.
Rafał Chojnacki
Tomasz Siwiec, Wataha, Phantom Books Horror, 2017.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz